Dziś będzie refleksyjnie i trochę smutno.
Trochę przez przypadek byłam wczoraj świadkiem dość nietypowego wydarzenia : wyprowadzki/eksmisji rodziny Jana Malika.
Jan Malik to krakowski artysta.
"Urodzony w 1945 roku w Krakowie na Zwierzyńcu, z wykształcenia muzyk, skrzypek w orkiestrze Opery Krakowskiej, kompozytor, rysownik, fotograf, rzeźbiarz. Specjalizuje się w rzeźbiarskich miniaturach nawiązujących do dawnej ludowej rzeźby sakralnej. Jego twórczość często stanowi spójne cykle: rzeźbie towarzyszy precyzyjny rysunek, wiersz i muzyka. Wiersze artysta recytuje, śpiewa, a skomponowane przez siebie utwory gra na skrzypcach, gitarze, flecie, okarynie, tworząc niepowtarzalną atmosferę obcowania z sacrum wrosłym w polską tradycję i kulturę"
Rodzina Malików mieszkała w kamienicy przy ul.Smoleńsk od 1932 r. Przegrała z nowym właścicielem kamienicy i musi się wyprowadzić do końca marca.
Szerzej o rodzinie i sprawie- tu.
Córki postanowiły zorganizować nietypową wyprowadzkę i właśnie wczoraj. Wyprowadzkę przez okno.
Potem zaproszono wszystkich na góre do mieszkania. To było jakby pożegnanie z tym miejscem. Ale nie na smutno...trochę był to protest...trochę podziękowanie za chwile tam spędzone.
Były zdjęcia i film o rodzinie...
Żeby było jasne ...miałam kłębowisko myśli ...Nie chcę zajmować się wyrzucaniem ludzi na bruk.Bo sytuacja gdy rodzina musi opuścić mieszkanie dom jest zawsze koszmarna.
Moje myśli krążyły raczej koło tego jak kruche są przedmioty i jak mało ważne gdy trzeba zmienić miejsce w życia. z drugiej strony przecież najważniejsi są ludzi. Rodzinę tworzą właśnie oni.
Tak na bajdurzyłam ale musiałam się wygadać....
p.s.
Pozdrawiam wszystkich odwiedzających mój blog :-)
Licznik "bije" jednak niewiele nowych osób napisze komentarz...
Zachęcam do tego serdecznie :-)) bo komentarze uskrzydlają !